Mazowsze. Serce Polski, nr 12 (92) 2025
Pogodne granie
Autor: Wiktoria Włoczewska
– Sukcesem nazwałabym to, co udało nam się wspólnie stworzyć, wypracować. To dla mnie, dla naszego zespołu, szczęśliwa publiczność na koncertach. Jej wdzięczność, uśmiechy, pochwały. To jest, moim zdaniem, najpiękniejsza – bo przecież w praktyce realizowana – definicja sukcesu – mówi Anna Wilińska – akordeonistka, managerka i kierownik muzyczny zespołu MOKO-BĘC, który jest jednym z laureatów XXVI edycji Nagród Marszałka Województwa Mazowieckiego.
Rozmawiał: Maciej Proliński
Maciej Proliński: Jak opisałaby Pani w kilku słowach zespół MOKO-BĘC?
Anna Wilińska: To grupa pogodnie usposobionych, może trochę szalonych, ale bardzo zdolnych osób. Lubiących grać, śpiewać i tańczyć, czyli kochających przebywać na scenie.
A gdyby trzeba było więcej słów? MOKO-BĘC ma w zasadzie już w tytule zapisane jakieś podpowiedzi…
Tak. Pochodzimy z Mokobód – wsi w powiecie siedleckim, z bogatą historią, pięknie położonej nad malowniczą rzeką Liwiec. I gramy przede wszystkim radośnie, do tańca. Siedmioosobowy zespół tworzą muzycy: Leszek Wiliński (prywatnie mój mąż), grający na gitarze basowej, Krzysztof Strupiechowski, grający na perkusji i ja, grająca na akordeonie oraz cztery wokalistki: Agnieszka Korporowicz, Hanna Nicewicz, Magdalena Horabik i Teresa Zabuska. Wszyscy, oprócz Krzysia, który pochodzi z Siedlec, wywodzimy się z Mokobód. Tutaj mieszkamy i tutaj pracujemy.
Zespół funkcjonuje stosunkowo krótko – od połowy 2021 roku. Jakie były Państwa drogi prowadzące do spotkania pod wspólnym szyldem?
My, muzycy, w latach młodości mieliśmy swoje zespoły, graliśmy na zabawach, weselach. Z czasem, z powodu różnych obowiązków, zaprzestaliśmy koncertowania. Koleżanki nie miały wcześniej dużego doświadczenia ze sceną, ale przez lata śpiewały i nadal śpiewają w chórze kościelnym. To dziewczyny z temperamentem, z dobrymi głosami, bardzo uzdolnione. Nasze drogi, ale drogi samych pań, połączyły się jeszcze przed pandemią. Pierwszy zespół powstał w 2020 roku w ramach projektu Gminnego Ośrodka Kultury w Mokobodach. Nazywał się „Wesoły kwartet”. Zaczęło nam się to naprawdę całkiem fajnie, naturalnie rozwijać (grałam na akordeonie, koleżanki śpiewały), ale przyszedł czas pandemii i trzeba było zakończyć tę działalność. Po pandemii postanowiłam stworzyć własny zespół, już w takim składzie i takiej stylistyce, w jakiej obecnie działamy.
Zespół stał się szybko muzyczną wizytówką gminy Mokobody. Swoimi występami uświetniają Państwo liczne uroczystości w regionie i poza nim. Proszę wymienić niektóre ze swoich najważniejszych dotychczasowych występów.
W ciągu tych 4 lat wystąpiliśmy, jak dobrze policzyłam, w 24 gminach. Do niektórych miejscowości wracaliśmy po kilka razy. Na pewno ważna podkreślenia jest nasza współpraca z Katolickim Radiem Podlasie. Gościliśmy m. in. na 30-leciu tej rozgłośni, ale też np.na 600-leciu parafii Grębków czy siedleckim Senior Festiwal.
Była jakaś najbardziej niezwykła albo humorystyczna sytuacja związana z koncertem?
Owszem. Mieliśmy jedną bardzo zabawną historię. Już odjeżdżaliśmy z występu, a za nami zaczął biec mężczyzna (bo oczywiście mamy swoich fanów, a niekiedy i adoratorów). Ten pan upodobał sobie naszą koleżankę. Biegł więc za naszym samochodem i krzyczał, żeby ona z nim została, bo jest gotów oddać jej swój majątek. Summa summarum okazało się, że on żadnego majątku nie posiada. Wydarzenie ubawiło nas do łez i czasami je wspominamy.
Jak dobierają Państwo swój repertuar?
Nasz repertuar jest bardzo różnorodny. Zaczynaliśmy od piosenek ludowych. I głównie na takie się nastawialiśmy. Jednak publiczność często woli lżejszą muzykę. Na festynach i piknikach lepiej się sprawdzają utwory taneczne, biesiadne, czasem nawet disco polo. Zaczęliśmy więc wprowadzać powolutku bardziej rozrywkowy repertuar. Oczywiście nie uciekamy od folkloru. Gramy repertuar ludowy, folkowy, biesiadny. Wykonujemy piosenki religijne i patriotyczne. A w czasie Świąt Bożego Narodzenia kolędujemy.
Kto Panią wprowadził w świat muzyki?
Jestem samoukiem. W świat muzyki wprowadzał mnie mój śp. tata, który uczył mnie grać na akordeonie. Był skrzypkiem, miał wybitny słuch muzyczny. Gdy tylko akordeon pojawił się w naszym domu, najpierw mój starszy brat zapowiedział, że będzie się uczył na nim grać, ale szybko tego zaniechał. Potem ja zaczęłam się interesować tym instrumentem. Pamiętam, gdy byłam 5-6-letnim dzieckiem, tata uczył mnie pierwszej piosenki, czyli „Wlazł kotek na płotek”. Potem sama zaczynałam szukać prostych dźwięków. Tata szybko zauważył, że idę w dobrym kierunku. I tak akordeon został ze mną na dłużej, czyli do dziś.
A co sprawia, że akordeon jest tak wyjątkowy?
Jest nie do zastąpienia przez inne, np. przeróżne elektroniczne instrumenty. Akordeon ma duszę.
Czy w Mokobodach jest wiele akordeonistek?
W Mokobodach jestem jedyną akordeonistką. A w okolicy, z tego co mi wiadomo, jest jeszcze dwóch akordeonistów.
Zespół MOKO-BĘC znalazł się wśród laureatów XXVI edycji Nagród Marszałka Województwa Mazowieckiego. Czym jest to wyróżnienie dla Państwa?
Ta prestiżowa nagroda jest dla nas wielkim zaskoczeniem. Jesteśmy szczęśliwi i zaszczyceni. To motywacja do dalszego działania, pracy, a również zobowiązanie do pielęgnowania mazowieckich tradycji. Jeszcze raz chcę podziękować osobom, które przyczyniły się do zdobycia nagrody, w tym naszej nieocenionej pani wójt – Dorocie Dmowskiej-Paczuskiej, która zgłosiła nas do tego konkursu i która była z nami na gali.
Jakiej rady udzieliłaby Pani innym kobietom, które chcą wejść na podobną ścieżkę rozwoju?
Wszystkim paniom i to w każdym wieku powtórzyłabym, żeby nie siedzieć w domu, nie zamykać się, wstać z kanapy i działać, czyli wychodzić do ludzi. Muzyka jest takim wdzięcznym narzędziem budowania komunikacji między ludźmi. To jest wielka frajda i zawsze, w przypadku każdego występu, niepowtarzalne przeżycie.
Pełny zapis spotkania na: „Halo, tu Mazowsze” – podcast!
